Kiedy zaczyna mi się "dołek egzystencjalny" są zawsze dwie drogi:
1. Poddaję mu się, co doprowadza do mało przyjemnych zachowań.
2. Wręcz panicznie łapię się ostatniego szczebla drabiny rozsądku - i tutaj się rozpiszę. Dlaczego to takie "złe" i o co w ogóle chodzi? Otóż tłumaczę.
Zostawiam już temat mojej dziwnej walki z samą sobą i przejdę do samej idei asertywności.
Każdy z nas ma znajomych o silnym charakterze - o ile to nie chodzi o samego siebie *smirk*. Osobiście jestem osobą, która w życiu codziennym, nie lubi wyjeżdżać ze swoim zdaniem - no tak już po prostu mam. Niby wszystko spoko, ale do momentu...
Jestem typowym "noł-lajfem", najlepszą zabawą dla mnie jest siedzenie przed kompem i możliwość grania w... Cóż - cokolwiek. Uwielbiam czytać książki, spokojnie słuchać muzyki, wyrażać się artystycznie - malować, pisać, whatever~. No i właśnie tutaj pojawia się problem: jedna z moich najbliższych przyjaciółek jest wspaniale pewna siebie [i chwała jej za to! <3 pozdrawiam :3]. Niestety według niej nie istnieje moje "nie", kiedy ona czegoś chce. Bardzo łatwo wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia, a ona już o tym doskonale wie. Ogólnie lubię z nimi wychodzić, w końcu nie bez powodu są moimi przyjaciółkami, ale niestety mam problem z... Interakcją ze społeczeństwem [hahah, powiedziała empatka~]. Wolę iść na kawę, do zapomnianego przez świat lokalu, niż... Gdziekolwiek. Wizja tłumu mnie najzwyczajniej w świecie przeraża - no i tu mamy schody. Owa przyjaciółka jest imprezowym typem człowieka - jak wiecie: ja nie. Nie potrafię jej skutecznie odmówić. Często takie rozmowy kończą się prozaicznie prostym:
- Nie.
- Wiesz, że mam gdzieś twoje "nie"? :3
- Wiem...
i faktycznie idę... Albo zachowuję się jak pizda i w ostatnim momencie szybko się wycofuję, przykrywając to "złym samopoczuciem" i po prostu nie wychodzę z domu. Ten post nie ma na celu pomocy wam z owym zagadnieniem - jest upustem mojej frustracji [?] z nim związanej. Jako "ja" nie potrafię odmówić, natomiast jako "ona" [biorąc pod uwagę stan załamania i drogę numer 2] potrafię to zrobić aż zbyt dobitnie. Moim celem [jak i twoim powinno być] jest optymalne balansowanie pomiędzy tymi dwoma stanami - złoty środek, zamiast skrajności. Ciągle pracuję nad swoim charakterem i jest ze mną coraz lepiej [dołki wciąż są równie głębokie co i wcześniej, ale kiedy z nich wychodzę potrafię coraz lepiej panować nad otaczającym mnie światem~]. Staję się spokojniejsza, bardziej ugodowa, ale jednocześnie staram się wyrażać swoje zdanie i je respektować. Cóż. Staram się.
Moim wynikiem enneagramu jest 5w4.
W zależności: niezdrowe/chore 5w4.
Moim celem jest "wyzdrowienie" swojego wyniku.
_____________________________________________
*Brzmi to jak podbijanie do ostatniej mody na "psychiczne zachowania" [czy jakkolwiek inaczej to nazwać], ale muszę to zanegować. To po prostu jest mój sposób radzenia sobie z tym wszystkim. Nic na to nie poradzę, że dziwny *smirk*. Also: to metafora. Całe moje życie składa się z metafor.
Och, z góry przepraszam - tu chodzi o przelanie myśli - wszystkie błędy składniowe i interpunkcyjne są przez to w pewien sposób zamierzone. Panuje tutaj chaos, którego nie powinnam ujarzmiać - jak wcześniej, chodzi o przelanie myśli, irytacji, zadowolenia... Wszystkiego *huge smile*.
Jak widać, trzymanie się wyznaczonego tytułu to też nie jest moja mocna strona.... *snicker*.