poniedziałek, 30 maja 2016

Autorem być...

... każdy chce i - coby było śmieszniej - każdy może. Ba, każdy jest. Lepszym lub gorszym - to naprawdę bez znaczenia.
Przynajmniej ja tak uważam.

          Na samym początku zaznaczę, że to jest wpis, który - nota bene jako jedyny - będę edytować. Od razu przejdę do rzeczy, bez jakichś większych wstępów czy odbiegania od tematu (tia, już to widzę). Kocham pisać, kocham tworzyć i przedstawiać historie, więc wpadłam na pomysł zrobienia z tego pewnego rodzaju "poradnika" (przez to mam na myśli zbiór myśli, na które wpadłam w trakcie rozmyślań, planowań i procesu powstawania oraz pisania moich historii) jak pisać - według mnie, oczywiście.  Nie będę się czepiać stylu, interpunkcji, etc. (jedynie przytoczę swoje spostrzeżenia i uwagi), bo to stwarza twój styl właśnie tym twoim stylem (we wszystkich historiach pisanych najbardziej doceniam ich fabułę - oczywiście - i styl, sposób przedstawienia). Będę numerować - uważam to za najbardziej czytelną formę - ale z góry zaznaczam, że kolejność jest jak najbardziej przypadkowa(!). Po co to robię? Tak naprawdę głównie dla siebie, ale jeśli ktoś miałby z tego wyciągnąć coś, co uzna za sensowne, to... Czemu nie?
Piszę to w formie "ty coś rób", ale - jak mówiłam - to nie jest coś, co faktycznie powinieneś brać jako poradnik. Tak po prostu łatwiej i bardziej naturalnie mi przychodzi.
To jest do bólu subiektywne.
1. Zdobywaj i doświadczaj emocji. Jako autor muszę się na nie wystawiać. Po prostu nie da się tworzyć prawdziwych, szczerych relacji, nie znając ich w prawdziwym życiu. To brzmi dziwnie, ale już się tłumaczę: jestem skrajnym introwertykiem, boję się wielu rzeczy [nie powiem wszystkiego - zajęcia z logiki mnie tego oduczyły...], boję się nawiązywania relacji. Ciągle przesiaduję u siebie - teraz jest to pokój w akademiku, wcześniej był to pokój w moim domu. Ciągle gdzieś. Jedyne wyjścia, to przejście do innego budynku [w którym mieszka moja siostra, co jest niecałe 3 minuty drogi ode mnie. Kiedy miałam pokój z drugiej strony widziałam jej blok z okna], lub odwiedzenie rodziców. Sporadycznie są to znajomi [których nota bene mam tylko przez studia]. Uważam również, że z siostrą jesteśmy pewnym przedstawieniem yin i yang - prezentujemy dość mocno różne typy osobowości. Ona ma w sobie za dużo emocji - ja za mało [ironicznie - ona jest zimnym skorpionem, ja ciepłym lwem]. To wiele utrudnia. Kiedy pisałam całkiem dużo i stosunkowo znośnie miałam potężny, emocjonalny dołek. Nauczyłam się z nim radzić w głupi sposób - unikając emocji. To teraz mam... Wszystko co napiszę, jest puste. Słabe.
Znaczy... Jeszcze słabsze. Dlatego zaraz po sesji mam zamiar wziąć się mocno za siebie. Zacząć wychodzić. Jakkolwiek, gdziekolwiek. Nie mogę stać się niewolnikiem własnego strachu, prawda? Odpłynęłam od tematu... ZBIERANIE EMOCJI, przeżywanie ich. Twój smutek, radość, dołek, szczęście - coś co nadaje realizmu do wszystkiego.
2. Ucz się. Ciągle. U mnie sprawa wygląda tak, że często [na ten moment - zawsze] tworzę inne uniwersum, rzeczy dzieją się inaczej niż w naszym, kolejność i pełną historię podaję sama, na moich warunkach. Głupio by jednak było, gdybym, opisując dziewczę latające z mieczem pod pachą i rżnącą gardła przeciwników idei równości rasowej, nagle postawiła jej laptopa przed nosem. Głupia hiperbola, ale obrazowa. Mam przez to na myśli, że znajomość tematu jest istotna do wprowadzenia realizmu. Opisuję coś, co wygląda jak 1200? Powinnam coś o 1200 wiedzieć. Poza tym, nigdy nie zaszkodzi mi rozległa wiedza, a wszelkie czytanie poszerza horyzonty i nie robi żadnej krzywdy wyobraźni - wręcz przeciwnie. Dodatkowo muszę przyznać, że historia jest cholernie ciekawa!
3. Zapisuj pomysły. Wszystkie. Ja robię to wszędzie - na telefonie, przypadkowych kartkach, zeszytach, w plikach na komputerze. Tak jest dobrze, ale łatwo to pogubić, dlatego jeśli zapisujesz coś na przypadkowej kartce, to dobrze ją odłożyć gdzieś do reszty. Sama zaczęłam wszystko zapisywać głównie albo na telefonie, albo na komputerze. Czasami jednak brakuje mi chaotycznego miszmaszu [masło maślane], więc tutaj wracam do kartek. Zapisuj wszystkie pomysły - tak, te głupie również. Dlaczego? Jeden, że z czasem może się nie wydawać taki głupi, a czasami nawet konieczny; dwa, że może po czasie być podkładką do wyprowadzenia kolejnego, jeszcze lepszego pomysłu. A, chyba nie muszę mówić dlaczego zapisywanie ich jest ważne, biorąc pod uwagę jak żałosna potrafi być nasza pamięć. Zwłaszcza kiedy mowa o szczegółach. Dodatkowym plusem zapisywania pomysłów jest to, że często je konkretyzujemy w trakcie. Co wcale nie znaczy, że jeśli nie potrafisz ich ładnie ułożyć, to że masz ich wcale nie zapisywać. Jeśli nie wiesz jak to teraz zrobić - zapisz chaotycznie.

4. Wena jest przywilejem, który wcale nie jest konieczny do pisania. Każdy kto wmawia ci inaczej - kłamie. Każdy kto się nią tłumaczy [ciągle to robiłam], ubiera własne lenistwo i brak motywacji w piękne słowa.
5. Nie wiesz jak zacząć? Pomiń początek. Robię tak za każdym razem. Kiedy tylko czujesz, że dzisiaj jest dzień, kiedy coś napiszesz - rób to. Siadasz i nie wiesz jak zacząć, więc się głowisz i głowisz, aż w końcu nic nie wychodzi? To głupie. Zostaw początek na później. Kto wie, może nawet okaże się, że uroku historii nadaje brak wprowadzenia? Co ja robię najczęściej? Zaczynam. Czy to dialogiem, czy opisem sytuacji lub miejsca. Emocji. Początek, prędzej czy później, sam przyjdzie.

6. Pisz jak ślina na język przynosi. Poprawki zrobisz później.
7. Poprawkom poświęć więcej czasu, niż samemu pisaniu. Pisząc pracę na etykę, profesor rzucił nam bardzo odpowiednim komentarzem na ich temat - sparafrazuję, bo niestety nie zapisałam: gotowy tekst przeczytaj wiele razy. Kiedy zaczniesz jej [pracy] nienawidzić, to znaczy, że możesz ją wysłać - cholernie prawdziwe. Nie przesadzę mówiąc, że wszystkie opowiadanie jakie miałam na blogu czytałam po 30 razy przed wrzuceniem.
8. Szukaj inspiracji u innych. Tak, twój pomysł prawdopodobnie ma potencjał sam w sobie, ale czasami sama dyskusja z kimś o całkowicie innych poglądach, wizjach może wnieść dużo. Nawet jeśli nie zmienisz historii ani trochę, to przynajmniej upewnisz się, że możesz być pewniejszym swojej wersji.

9. Zacznij. Masz coś co chcesz napisać - zacznij pisać. Albo chociaż kolekcjonuj zbiór notatek, ośki czasowe [są super pomocne], szczegóły, wydarzenia. Cokolwiek. Po prostu tematu oddawaj część swojego czasu, nie wyjdzie ci to na złe, a historii zrobi tylko dobrze. Chodzi mi o to, co robię teraz - nie mogę pisać, dopóki nie skończy się sesja. Poświęcam na to najzwyczajniej w świecie za dużo czasu. Dlatego myślę w wolnych chwilach nad historią i zapisuję pomysły.
10. Opinie są przydatne. Dawaj ludziom do czytania to, co napisałeś i przyjmuj ich sugestie. Od tego, że jakiś element jest naiwny, po przecinki w złych miejscach. Blogi są tutaj mocno przydatne - komentarze to dar od bogów, powiadam. Sam też nie obawiaj się dawać konstruktywnej krytyki [NOTE: "chujowe, jesteś zjebana, że wymyślasz takie farmazony. Ta rozmowa była sztuczna i w ogóle co ty odpierdalasz?! Nie pisz więcej, bo kurwa nie mogę!" nie jest konstruktywną krytyką. To samo można przekazać w inny sposób, na przykład: "niekoniecznie podoba mi się to rozwiązanie. Dodatkowo ta rozmowa wydaje mi się sztuczna - może gdybyś spróbowała (podajesz swój pomysł), byłoby lepiej?" + zachęcaj. Nawet jeśli coś jest złe [według ciebie!] to pamiętaj, że ktoś to stworzył, to jego kreacja, to jego kawałek duszy i jest kurwa na tyle odważny, żeby dać ci to do czytania. Nawiasem mówiąc, nie chodzi mi o to, że przekleństwa są złe. Bądźmy szczerzy, po prostu nie zawsze działają dobrze.
11. Jeśli nie umiesz czegoś opisać, próbuj. Czytaj jak inni to rozwiązują u siebie. Potrzebowałam sceny seksu, której ni w ząb nie potrafiłam przedstawić, a nie satysfakcjonuje mnie rozwiązanie Żeromskiego. Wzięłam się za czytanie różnych blogów o tematyce bądź elementach erotycznych [co dało mi trochę więcej odwagi, bo doszłam do wniosku, że nie tylko ja mam z tym problem - tak, to było niemiłe, przepraszam]. Później sięgnęłam po 50 Twarzy Greya. Czy dało mi to odpowiedzi? Och, do cholery nie. Dało mi to niewielki zarys - to wciąż nie jest to, czego szukam. Zwłaszcza ze względu na monotoniczność opisów, do których dość szybko się przyzwyczajamy [jak często można orgazm opisywać "rozpadłam się na kawałeczki"?! No kurde! A przeczytałam tylko półtorej książki!].
12. Nie bój się znaków interpunkcyjnych. Tak, ";, :, !" to też znaki. Co lepsza, nie występują wyłącznie w dialogach; w opisie też można krzyknąć!
13. Znajomość dziwnych ["trudnych"] słów jest bardzo w porządku. Nie musisz nimi rzucać na prawo i lewo, ale daje to dodatkowy smaczek do stylu.
14. Jeśli filozofujesz, filozofuj na całego. Nie musisz podawać od razu całej wizji naraz. Możesz dawkować, ale nie ograniczaj się bo "nie, to głupie". Jestem przekonania, że w pisaniu nic nie jest głupie.
15. Nie popełniaj mojego błędu - pisząc po polsku używaj polskich cudzysłowów.
16. Słowniki to świetni kompani.
Znają słowa, których potrzebujesz i one wiedzą, jak odmieniać różne wyrazy i pojęcia.

17. Pamiętaj, że grasz na swoich zasadach. Nie daj sobie wmówić, że robisz coś źle, kiedy jesteś tego pewny - koniec końców, to jest twój twór. Autor jest kreatorem i może więcej.
18. Kiedy widzisz ten czerwony wężyk pod wyrazem, to prawdopodobnie jednak masz tam cholerny błąd i wróć do niego. Czasami pojawia się on w niewłaściwych miejscach - na przykład prokrastynację podkreśla zawsze. To samo jest z nazwami własnymi, ale to nie powinno dziwić.
19. Twój firmowy zwrot z czasem może stać się irytujący. Tak jak moje powtarzane na początku "nota bene" - z czasem nie podkreśla, a irytuje. Jak w Greyu rozpadanie się na kawałeczki przy każdym orgazmie. To po prostu przeszkadza. Synonimy to dobra rzecz.
20. Miej odwagę do dużych pomysłów. Czy to wyjdzie? Czy czytelnika denerwuje, że teraz czegoś nie rozumie? A smacznego, niech denerwuje - ty masz na to pomysł.
21. Jeśli masz jeszcze wiele do napisania, ale ciągle gubisz myśli - przeczytaj to, co już napisałeś. Tak do momentu, w którym po przeczytaniu już nie będziesz miał nic do dodania. Wtedy możesz przejść do poprawek [tak, bardzo nieprzyjemnie się uśmiechnęłam].
22. Postacie drugoplanowe często bywają jeszcze ciekawsze niż główny bohater. Z jednej strony to niedobrze, ale mimo to trzeba zadbać o charaktery tych postaci. Nawet jeśli główny bohater jest niesamowicie stworzony i cholernie interesujący, to całą historię szlag trafia, kiedy otaczają go identyczne szaraki.
23. W dialogach łatwo zapomnieć, że jest to prawdziwa (dla bohaterów) rozmowa. Przesadna teatralność czasami bywa zgubna. Wyobraźmy sobie, że postaci uciekają przed tykającą bombą, jedna z nich ma przebite ramię i je uciska, żeby się nie wykrwawić. Adrenalina umożliwia bieg i wycisza ból. Postaci biegną na złamanie karku i jeśli jedna coś krzyknie do drugiej, raczej nie będzie to długim i wykwintnym monologiem na temat okrucieństwa ludzi i życia. Raczej będzie to krótka i agresywna myśli. "Kurwa, umrzemy!" na przykład.