poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Kompleks szarości.

Hej, dzisiaj chcę opisać mój pojebany kompleks szarości.
Jeśli chociaż w minimalnym stopniu mnie znasz, to wiesz, że co jakiś czas napada mnie bycie "szarą". Well... Tutaj przedstawiam tą beznadziejną stronę mojej osobowości - czyli tą chociaż w połowie szczerą, więc... 

SŁOWEM WSTĘPU!
Mój kompleks szarości [bo tak go nazwałam, yay] ma dwa poziomy, które działają niezależnie od siebie. Pierwszy - społeczny, drugi - dotyczący konkretnie mnie.

1. Większość ludzi widziałam i zawsze będę widzieć jako szarą masę - na własne życzenie są tacy, więc proszę mi tu ich nie bronić, mówiąc jak okropna jestem, że ich tak szufladkuję. W każdym razie [!] wiem, że każdy człowiek ma swój osobisty kolor, odcień. Wielu ludzi może błyszczeć na żółto, ale tak naprawdę każdy w innym stopniu. Człowieka widzę, jako taką... Kolorową żarówkę powiedzmy. Wpasowując się do środowiska, do bezpiecznej niszy, nakładamy szary klosz wokół siebie. Nikt nie widzi jak błyszczysz, bo jesteś wątłym światełkiem za szarym papierem. W oceanie szarości jesteś... Tylko pojedynczą kroplą - jak każda inna. Jako PSEUDO-artystka czuję się wyjątkowo żałośnie wiedząc, że niczym nie wyróżniam się z szarego tłumu, że sama napędzam szarą masę jak każdy inny. Nie jestem indywidualną jednostką - jestem jedynie częścią szarego tłumu.

2. Na tym poziomie nie znam wielu ludzi, którzy czuli by się w podobnym stopniu. [NIE TWIERDZĘ, ŻE JESTEM NAJBIEDNIEJSZA NA ŚWIECIE I KAŻDY MA MNIE ŻAŁOWAĆ, PO PROSTU JA SOBIE Z TYM RADZĘ NA TYLE ŹLE, ŻE TAK OTO SNUJĘ. PRZEPRASZAM ZA NIEPOROZUMIENIA I JEŚLI KOGOKOLWIEK OBRAŻAM czy coś]. W wieku 1-4 byłam absolutnym faworytem [przepraszam siostrę], potem zaczęło się walić, w wieku siedmiu lat miałam rozwód rodziców i obrzydliwe zachowanie mojego taty, który wzbudzał we mnie wyrzuty sumienia, żebym została. Kupował mi zabawki i... No wzbudzał wyrzuty sumienia. Zostałam, czułam, że muszę, że powinnam z nim zostać, że się przydam. To trwało... Rok? Sądzę, że tata wpadł w całkiem nieprzyjemną depresję, ale oczywiście nie był z tym nigdzie, bo przecież nie wypada. Zostawałam sama do 17, obiady jadałam u babci [której nota bene nienawidzę - nie używam tego słowa zbyt często w odniesieniu do ludzi, więc wyobraź sobie co musiała mówić, żeby sobie na to zasłużyć] i... Siedziałam sama. W wieku 8-9 lat. Może tylko na mnie to robi wrażenie, nie wiem. Nie wychodziłam z domu i rzadko widywałam się ze znajomymi poza szkołą - urodziłam się introwertykiem. Poza tym - tutaj nikt nie chciał się zadawać z tą, której rodzice się rozwiedli [mieszkam w żałosnej wiosce, w której zapomniano co to rozum - ale za to jest tu ładnie]. Nikt nigdy nie zwracał na mnie uwagi - tata zawsze w pracy, a z mamą nie miałam kontaktu [dopiero po roku, czy dwóch latach zaczęłam jeździć do niej raz-dwa razy w miesiącu na weekend] - też wina taty, ale nie o tym mowa... W każdym razie przez całe moje życie byłam przez wszystkich ignorowana. Zawsze. Kiedy coś mówię, mało kto słucha. Kiedy opowiadam, prawie zawsze ktoś mi przerywa. Mało kogo obchodzi moje zdanie, czy to, co chcę opowiedzieć. Nigdy nie potrafiłam nikogo niczym zaskoczyć, bo wszystko, co odkryłam sama powszechnie było już znane, dlatego też ludzie nie mieli zainteresowania w tym co mówię. Byłam niczym, byłam szara. Cholera, wciąż mam takie wrażenie!
Sądzę, że dlatego teraz tak przesadzam. Przesadzam, bo czuję się niezauważona. Nie chodzi mi o to, żeby ktokolwiek z was zrobił "ojejku, biedna jesteś, chodź, przytulę/pocieszę". NIE CHCĘ TEGO. Chcę po prostu to napisać.
Chcę, więc jest.
Tak, możecie kiwać głową na moją poczciwą żałość - możecie też twierdzić, że to ja jestem żałosna i wiecie co? Jest to po części racja, ale... Co z tego? Szczerze mówiąc wiem, że i tak nikogo tu nie ma, więc mogę ten wpis wypełnić słowem "kupa", a odzew byłby identyczny - nie byłoby go.

Chcę coś znaczyć - dla kogoś, dla społeczeństwa, dla siebie. Chcę potrafić być jedyną w swoim rodzaju, ale... Nie potrafię i nie nadaję się do tego.
Kompleks szarości - razem z głupotą - to moi najwięksi wrogowie, których boję się ponad wszystko.


Chcę coś znaczyć.
Chcę, żeby moje "być sobą" miało jakikolwiek wydźwięk.
Chcę, żeby moje słowa trafiały do innych.
Chcę umieć tworzyć sztukę.
Chcę umieć zasłużyć na swój kolor.




Takie małe rozszerzenie dwójki - dla ciebie to może być całkiem normalne - każdy w pewnym stopniu współtworzy szarą masę. Dla ciebie być może to żałosne, że dla mnie to taka wielka sprawa, ale... Naprawdę nie o to mi chodzi. Na mnie praktycznie nikt nie zwraca uwagi. Nikogo nie obchodzi to, że w niecałe dwa miesiące straciłam 7kg, nikogo nie obchodzą moje oceny, nikogo nie obchodzi co zrobiłam z ręką, ale - najgorsze z tego wszystkiego: nikogo nie obchodzi jak minął mi dzień, bo dla wszystkich z osobna, jestem przykryta szarym kloszem. 

sobota, 14 marca 2015

Sparkle, sparkle!

Dzień dobry! Dzisiaj dość krótko, chcę tylko podrzucić coś, co chyba jest warte podrzucenia!


rozmowa z owockem, mam nadzieję, że nie byłaby zła.


Chodzi mi o to, że... Ludzie! Najwyższa pora na troszkę uśmiechu! Bo życie w smutku jest proste, a kto chce tak naprawdę przejść życie na łatwiznę? Pasywnie. Musimy nauczyć się żyć i brać sterylne prysznice, zamiast podrygiwać jak umierająca rybka w kałuży. *blink*

Kocham was, teraz lecę do biologii i narządów zmysłu! 
Fun fact: pręciki wyłapują ruch oraz kształt i jest ich zdecydowanie więcej, niż czopków, które wyłapują kolory! A plamka żółta jest skupieniem czopków.

Czy chociaż trochę czujesz tą pozytywną energię, czy bardziej patrzysz z takim "ja pier_, co ja tutaj robię?!"? D:

niedziela, 4 stycznia 2015

STARE!~

Okay, to może być śmieszne. Wrzucam tutaj stare wpisiki ze starego śmietniczka :] Nie twierdzę, że są spoko - są słabe, ale co poradzisz :D
_________________________________________________
1.
Kojarzenie~
Ludzie lubią, lub nie lubią niektórych rzeczy, ponieważ je z czymś kojarzą. Jeśli poprawić to skojarzenie, to czy nie zmieniłoby się ich nastawienie do danej rzeczy?


Nastawienie
Kluczową rolę w 'lubieniu', odgrywa nastawienie. To właśnie ono sprawia, czy do [np.] nowej rzeczy podejdziemy z pozytywnym, czy negatywnym nastawieniem. Nastawienie to 1.coś, co czujemy kiedy pierwszy raz spotykamy się z jakąś nazwą; 2. przejęte od innych uczucia do danej rzeczy. Nastawienie mamy nawet przed 'zetknięciem się face2face' z daną rzeczą/sytuacją. Teraz pytanie: czy warto nastawiać się do czegoś w jakiś konkretny sposób, nie wiedząc o co dokładnie chodzi? Może osoba, która po usłyszeniu nazwy anime stwierdzi, że są to "chińskie bajki i lol nie będę tego oglądał, bo to shit", po wprowadzeniu się w temat i obejrzeniu kilku tytułów stwierdzi, że jednak jest to coś, co kocha? Nastawiać można się też do sytuacji, które już się stały w przeszłości. Nastawienie może być różne, praktycznie nigdy obiektywne.
 Nastawiając się do  jakiejś osoby negatywnie, nigdy nie pochwalimy jej pracy - nawet, jeśli byłoby to coś cudownego - czyż nie?

2.
Wybaczenie..?

Czy samo "tak.. Wybaczam ci.. " wystarcza, żeby polepszyć komuś humor? ... Czy słowo "wybaczam" nie jest pozbawione sensu? Są takie krzywdy, których nie da się wybaczyć. Z pozoru mogą to być "niewielkie przewinienia", ale mogą wpłynąć na cały tok myślenia konkretnej osoby. Jedno, mało znaczące kłamstwo, może spowodować lawinę myśli, zmian. Czy my chcemy zmieniać innych w ten sposób...? 

Zmiany


W moim świecie nie istnieje podział na "dobre" i "złe" zmiany. One po prostu są. Pojawiają się, odbierają lub dają nam coś... Często niesamowitego... Ważnego. Skutki zmian owszem... Można dzielić na "złe i dobre", ale... To co na pozór wydaje się złe, może, z biegiem czasu, okazać się dobre :3 Po co więc się zamęczać i uciemiężać na zapas?? Carpe diem. Żyjmy dniem, chwilą. 

Konsekwencje.. +.+

To coś, czym zawsze aż za bardzo się przejmowałam! x___x No i gdzie mnie to zaprowadziło? Nie mam problemów, ale nie mam też zbyt wielu znajomych ;____; Nie będę tutaj poruszać konsekwencji zachowań typu : zabić/ukraść/pobić. Chcę poruszyć temat ogółem. Konsekwencje... Zawsze się nad nimi zastanawiam. ZAWSZE. Chcę kogoś poznać. OK. Mam plan, pomysł - jak. Idąc w stronę osoby, strach zarzuca swoje cholerne sidła. Zwalniam. Mój tor myślenia zbacza na "a co potem..?". Nagle okazuje się, że, nieważne jak wspaniały był plan, całe to nie ma sensu! "Przecież jak podejdę, i powiem `hej` to może zostanę źle zrozumiana, może odbierze to aż nazbyt jako ofensywę?! ;___;"... Tak właśnie to się kończy. ZAWSZE.

3.
Afekt.
Jak wiele rzeczy, wypowiedzianych w afekcie, teraz żałujesz? Czy jest coś, czego NIE żałujesz? Jedno słowo..? Chociaż jedno. Jeśli odpowiedzią jest "tak", to według mnie należysz do nielicznych szczęściarzy.
Jak często zdarzało się, że stłumione słowa bolą do dzisiaj? Ta świadomość - powiem -> kłótnia, koniec znajomości, cierpienie obu stron; nie powiem -> słynne zamiatanie pod dywan. Z tym, że nie można wiecznie zamiatać pod dywan. Nie można też kupić nowego - większego. Każdy ma dywan na swoją miarę. Nie można przekraczać miary krytycznej. Po prostu nie wolno... Wtedy następuje wybuch -> wszystko wysypuję się spod dywanu, kiedy goście ledwo wchodzą do mieszkania. Chcesz do tego dopuścić? Chcesz się katować przez cały ten czas? To, że zamieciesz pod dywan, wcale cię od tego nie uratuje. Siedzisz w jednym pokoju z takim dywanem, pod którym jest wszystko... Jest ci z tym dobrze..? Brak komfortu psychicznego jest fatalny w skutkach.
Takie pytanie kontrolne -> dlaczego boimy się zwykłej rozmowy?
Dlaczego obcy ludzie wydają się straszni? Nie powiem, nie wszystkim. ^ ^"' Mówię tutaj o ludziach z moim problemem :3 
Dlaczego nigdy nie odpuścisz, skoro wymagasz tego ode mnie? 
Ludzie są pod tym względem strasznie zabawni O>O Serio. Bo w sumie.. Dlaczego wymaga się ode mnie czegoś, czego osoba wymagająca nie respektuje na samym sobie? Dlaczego ludzie są tacy uparci na swoje? Dlaczego chcesz mnie krzywdzić, dla własnej radości? 
"Maybe I was messed
You think maybe I was wrong
No way to change it
But you're never gonna let this go"
 
~ Takahiro Morita; Never Let This Go - One Ok Rock
Dlaczego? Dlaczego tak się upieramy? Nawet kiedy jest ten moment `może i byłem w błędzie`, dalej jesteśmy uparci, że na pewno to  ty się myliłeś! Nie rozumiem tego...


Marzenia
Czym są? Dlaczego inni je mają? Dlaczego ja nie mam swojego? DLACZEGO?
Czyżbyś został zgnieciony i stłamszony przez innych? Nie widać sensu w życiu? Teraz zastanów się: dlaczego. Dlaczego osobisty sens i cele zostały zagubione? :3 Zastanów się! Jaki jest twój cel w życiu? Każdy. Nawet malutki. Nie ma..? A czy nie marzy ci się podróż do Japonii? Ameryki? Czy nie chcesz zafarbować włosów na zwariowany kolor? Nie chcesz odwiedzić muzeum o rzut kamieniem od ciebie? ^ ^" To są cele :3 Może i malutkie, ale zawsze! Czy właśnie przypadkiem nie zrozumiałeś, że każdy ma swój powód..?  :3

4.
Postaram się krótko, wręcz samym zagadnieniem... Dlaczego tak wiele cennych rzeczy odchodzi, by już nigdy nie powrócić...? Dlaczego to, co dla nas najważniejsze odchodzi najszybciej, najgwałtowniej? Rzuciłabym hasłem 'Murphy, ty draniu!', ale czy można zrzucać całą winę na prawo Murphy'ego? [tak btw, jeśli nie znacie tego prawa, to polecam się z nim zapoznać....]


__________________________________
Ech, I was such a... Strange kid :')