wtorek, 12 kwietnia 2016

Czy można...

          Czy można się zmęczyć zauroczeniem? Samym uczuciem. Dzisiaj mój mózg przebiegła myśl, że zaczęłam szukać seriali, filmów i książek, gdzie wiem, że związki powstaną. Szybko. Bardziej zaczęła mnie cieszyć wizja związku, niż jego powstawania - czyyli dokładnie na odwrót do tego, co cieszyło mnie dawniej, Czy mogę odczuwać zmęczenie byciem zauroczoną... Bez wzajemności? Może to jest największy problem. Może to jest cały problem?
Za każdym razem, gdy wyobrażam sobie jakąś bliżej nieokreśloną przyszłość, z jakimś bliżej nieokreślonym człowiekiem widzę zostawiane przez niego sterty naczyń w zlewie, słyszę kłótnie o niedocenianie się wzajemnie w sprawach utrzymywania mieszkania w porządku - ha, właśnie. Widzę wspólne mieszkanie. Nie widzę pierwszych spotkań, pierwszych, głupawych uśmiechów. Starania się, by wypaść dobrze - tego po prostu nie ma. Moja wizja to pomija. Czuję się właśnie tak, jak gdybym miała dość próbowania, chcę po prostu efekt.
A wcale tak nie jest.
To przez długi czas siedziało i rosło w mojej podświadomości - koniec z tym. Raz uświadomione już tam nie wróci.

          Czasami przeraża mnie, jak bardzo tęsknię za szkołą. Codziennie. Nie za samym budynkiem, instytucją, czy - tym bardziej!!! - ludźmi: wszystkimi, czy to dzieciaki, czy - ZGROZO - nauczyciele. Tęsknię za tym, że to wszystko było... Codziennie. Studia mam przez trzy dni w tygodniu - wiem, powinnam się cieszyć. Naprawdę wiem i daje mi to sporo luzu, z którego SZCZERZE się cieszę. Po prostu czuję się... Dorosła. Gorzej, bo kiedy w piątek wieczorem dogoni mnie ten obrzydliwy nastrój, wyrzucę go dopiero w środę, nie poniedziałek. Wiesz, zajmę się czymś.
Z jednej strony praca byłaby świetnym wyborem - pomoże i w finansach, i w odciąganiu od myśli - ale jeszcze się boję. Boję się, że sobie nie poradzę, wszędzie: w pracy, na uczelni, że nie uda mi się tego łączyć... Już i bez tego dostałam 3.5 z logiki [nota bene pierwszy raz w życiu ocena zabolała mnie tak bardzo]. Wiem, że jest to kolejny z moich problemów, które po prostu muszę przezwyciężyć, ale... Boję się. Robię wszystko sama, nie jestem do tego tak dobrze przygotowana. Już fakt, że sama ogarnęłam wszystko związane ze studiami, mieszkaniem i przeprowadzką do Katowic jest niesamowity... Fakt, że się staram, że wyciągam z tego jak najwięcej!... Czuję, że to wciąż za mało i to doprowadza mnie na skraj. Obawiam się.

          Czasami nie wierzę, że to akurat mnie spotkało takie szczęście, że to akurat ja dostałam się na ten kierunek - kocham go. Jest idealny pod każdym względem. Wszystkie zajęcia sprawiają mi radość, jestem ich ciekawa, nie mogę się ich doczekać. Szczerze.

Mam wrażenie, że karma upomina się o swoje. Zrobiłam kilka okropnych rzeczy, ale również nieco dobrych. Jestem wdzięczna, niczego nie przyjmuję jako pewnik.
Różnorodność ludzi też jest wielkim plusem - niektórych lubię, niektórych niekoniecznie. Niektórych  nawet kocham. Niezależnie od wszystkiego - każdego po kolei chciałabym poznać. To nie jest możliwe, ale strasznie bym chciała.

          Niekiedy przytłacza mnie myśl o tym, jak wiele historii codziennie mijam. Każdy człowiek ma swoją unikalną historię i najgorsze w tej świadomości jest to, że nigdy tych historii nie poznam. Nieważne jak bym się starała. Drugiego człowieka nie da się poznać.

          Skończę na dzisiaj, zanim przejdę do tego, jak bardzo umieram ze szczęścia, że jutro zaczynam kolejny tydzień na uczelni, bo to może zacząć brzmieć dziwnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz